
Jestem niedzielnym pokerzystą. Nie znaczy, że gram tylko w niedzielę, ale nie spędzam setek godzin i nie gram na kilkunastu stołach ugrywając mozolnie raked hands potrzebne do uwolnienia kolejnego bonusu, lub zdobycia kolejnego statusu na swoim ulubionym sofcie. Gram bo lubię, poker to moja pasja, moje hobby, moje małe zwycięstwa. Poker to sposób na dobrą zabawę, spotkanie w gronie znajomych. To chwila dla mężczyzn, dla prawdziwych facetów o twardym spojrzeniu i zaciętym wyrazie twarzy, jakie zawsze udajemy przez pierwsze kilka minut, gdy wraz z kolegami spotykamy się na partyjkę, piwko, uwolnieni od kobiet, dzieci, spraw. Jesteśmy tylko MY, stół, żetony i karty.
Przypomniało mi się jak grałem w Sieci. Wieczór, po godzinie dwudziestej, na Polsacie standardowo Kevin sam w domu lub w Nowym Yorku, nawet już nie pamiętam, nieistotne. Do oglądania nic ciekawego, a nie miałem kolejnego sezonu mojego ulubionego serialu jakim są Gwiezdne Wrota.
Odpaliłem Heypoker i zarejestrowałem się do turnieju za 5$ z pulą ok. 2500$. Grałem ten turniej, nie wczuwając się za bardzo i jednocześnie przeglądałem swoje ulubione forum pokerkings.pl. Kilka postów, chwila na chacie ze znajomymi forumowiczami. Gra się toczyła, a ja grałem typowego taga, nie wczuwając się za mocno jednak stosując dokładnie wszystkie znane mi zasady pokera bo chciałem wygrać.
W końcu po około trzech godzinach od rozpoczęcia turnieju, zaglądam w lobby, patrzę, a tam zostało raptem stu graczy, a ja mam piąty stack. Lekkie zdziwienie mnie wzięło, że tak fajnie mi idzie i do płatnych niedaleko.
Gra się toczyła a ja nadal byłem przy pokerowym stole. Final Table turnieju rozpoczął się około godziny zerowej. Miałem stack trzeci przy jego rozpoczęciu. Gra w pokera toczyła się około godziny, gdy zostało nas dwóch. Miałem ogromna przewagę w stacku. HU skończył się po około dziesięciu minutach.
Wygrałem i siedziałem oszołomiony, wygrałem pierwszy pokerowy turniej. Za pierwsze miejsce wskoczyło na konto około 500$. Miły zastrzyk, z którym później trafiłem na party poker, ale to już zupełnie inna historia.


Comments are closed.